Lato minęło, przyszła jesień. Wyjątkowo piękna jesień. Najlepiej widać to w naszej stadninie. I chociaż ta pora roku na ogół nastraja melancholijnie, tutaj ma w sobie też wiele radości. Czas mija nieuchronnie, jednak w takich miejscach życie zawsze się toczy spokojnie, a czas zakreśla koło.
Wczoraj zakończyliśmy kolejny sezon. Teraz przed nami zima, wczesne wieczory, kuligi i ta radość, kiedy wieczorem człowiek może wziąć gorący prysznic i wleźć pod ciepłą kołdrę z kubkiem kakao. A potem znowu będzie wiosna.
Póki co, trwa bardzo przyjemny czas przejściowy. W stadninie wśród lasów o tej porze roku jest wyjątkowo pięknie. Główna, oficjalna droga wygląda uroczo.
Chociaż chyba nie tak, jak pastwiska.
Ale i tak najpiękniejszy jest las. Jazda w teren o tej porze roku jest naprawdę magiczna.
Właśnie w takim uroczym miejscu pożegnaliśmy lato Hubertusem. Zwykle ta impreza na cześć patrona myśliwych i jeźdźców odbywa się gonitwą za listem (spokojnie, populacja lisów jest bezpieczna, ucierpiał tylko jeden, który kiedyś upolowany oddał swoją kitę, za którą, przypiętą do ramienia jednego jeźdźca, gonią inni). W tym roku jednak z różnych względów, w tym braku chętnego na lisa, zamiast gonitwy odbyły się poszukiwania lisa ukrytego gdzieś w krzakach. Szkoda, że nie wiedziałam wcześniej, bo stępowanie po pastwisku jeszcze leży w moich możliwościach, w przeciwieństwie do łapania kogoś w galopie (choć wkrótce się to zmieni!)
Tak więc na Hubertusa, wraz z parą wspaniałych ludzi i ich wspaniałym psem z ADHD i nieograniczonym zasobem miłości do świata, dotarliśmy nieco późno i pieszo. Lisa znaleźliśmy od razu- w barze :)
Nasza kochana trenerka wcieliła się w tę rolę :D
Klimacik był ogólnie bardzo konno-myśliwski i trochę westernowy.
W końcu jeźdźcy, po leśnym spacerze, ruszyli na poszukiwania.
| Na zdjęciu powyżej- Magia |
Poszukiwania nie trwały długo i lis został wypatrzony. Jeźdźcy triumfalnie powrócili
I zostali odznaczeni za dzielne łowy przez samego lisa ;)
| Na zdjęciu powyżej- od lewej: Jasyr, Majorka i Inka, jak widać, konie pracowały dzielnie |
Potem w gronie ludzi podobnie zakręconych, miłośników zwierząt i wiatru w grzywach, bawiliśmy się, jak kto długo mógł. A potem goście się porozjeżdżali...
My, z braku własnych koni, z powrotem popylaliśmy przez las. Chwilami lekko slalomem (nie wypadało nie napić się grzańca z gospodarzami i wina domowej roboty o bardzo interesującym smaku), ale dotarliśmy na autobus, który wprawdzie właśnie odjeżdżał, ale na widok całkiem sporej ekipki zawzięcie machającej, kierowca ulitował się jeszcze. Ekipka w autobusie wzgardziła miejscami siedzącymi i ulokowała się na podłodze, w kółeczku. Brakło tylko ogniska :D Zdjęcie z powrotu litościwie pominę.
Na koniec jeszcze- urocze zdjęcie najmniejszego ciałem i największego duchem konia w naszej stadninie- Marcela, właściwie Martela, którego wszyscy nazywają na zmianę Marcelkiem i Tym Małym S...- i tu różne końcówki. Hobby Marcela to ponoszenie jeźdźców, którzy nie wierzą, że coś, czego lewy bok można czyścić górą, stojąc z prawej strony, ma tyle siły i charakteru, tratowanie ogrodzeń (sama zepsułam chyba dwa, do tej pory mam w oczach, jak konik niewiele większy od doga niemieckiego bierze belę grubości ramienia na klatę) i wywożenie dzieci do lasu, zrzucanie i powrót spokojnym truchtem na pastwisko. Czasem w ramach kurażu ładuje się na ogrodzeniach elektrycznych, napierając na nie i poddając się elektrowstrząsom.
Tak więc zapraszamy do Golędzinowa! Nie jest to może najbliższa Wrocławia stadnina, ale z pewnością jedna z najsympatyczniejszych, jakie można znaleźć. Ludzie przyjeżdżają tu nie tylko na jazdy, ale po prostu pobyć, spotkać się, pobawić i popomagać, jakby to była najlepsza rozrywka (i w sumie jest :)). Wielu ludzi znalazło tu przyjaźń, niektórzy miłość. KJ Arat- connecting people.
Fantastyczne jest to, że spotykają się tu bardzo różni ludzie, o zupełnie różnych poglądach, upodobaniach, charakterach, pasjach i zajęciach, a jednak wszystkich coś łączy. I kiedy ktoś przestanie traktować stadninę jak szkołę, zaczyna się tu czuć jak w domu, wśród rodziny.
Jeśli ktoś, kto po przybyciu do Wrocławia, czy to na studia, czy z innego powodu, czuje się zagubiony i samotny, jeśli ma problemy z nawiązaniem kontaktów, a kocha zwierzęta, trafi przypadkiem na tę notatkę, niech skorzysta z rady i zamiast się martwić- wsiada w busa, kierunek Oborniki, przystanek Golędzinów lub Ciecholowice (droga przez las, warto zapytać, jak dojść) i przybywa tu. Konie mają cudowną właściwość nie tylko poprawiania nastroju i sylwetki, ale też leczenia nieśmiałości i zbliżania do siebie ludzi.
Więcej info: http://www.kjarat.republika.pl/
Link niesponsorowany :)
Niesponsorowany, ale notka napisana tak, że najchętniej rzuciłabym jutrzejszą zmianę i jechała do ciebie, żeby cię do stadniny wyciągnąć :D
OdpowiedzUsuńSpokojnie, przyjedziesz w kwietniu/maju na zawody :D A jak wpadniesz jeszcze na jesieni, też nie ma przeciwwskazań :D
OdpowiedzUsuń^^ łiiii
OdpowiedzUsuń